Przedwzmacniacz mikrofonowy: co robi i kiedy naprawdę ma sens

Przedwzmacniacz mikrofonowy podnosi bardzo cichy sygnał z mikrofonu do poziomu liniowego, z którym potrafi pracować reszta sprzętu. Mikrofon oddaje sygnał tysiące razy słabszy niż to, czego oczekuje interfejs, rejestrator czy mikser, a przedwzmacniacz zasypuje tę różnicę, dokładając od siebie jak najmniej szumu. To cała jego robota. Wszystko inne, o co ludzie się spierają, a moja partnerka potwierdzi, że spierają się o to długo i w naszej kuchni, sprowadza się do tego, jak elegancko konkretny model to robi.

W skrócie. Przedwzmacniacze już masz. Siedzą za każdym wejściem mikrofonowym twojego interfejsu i do większości domowych nagrań w zupełności wystarczają. Zewnętrzny ma sens z trzech konkretnych powodów: ciche wzmocnienie dla mikrofonów o bardzo niskim poziomie sygnału, więcej kanałów niż ma interfejs, albo świadomie wybrane zabarwienie, którego czysty układ nie da. Jeśli chcesz jedną rekomendację na start, Warm Audio WA73 za 2499 zł to ten, który zostaje w studiach na lata.

Co właściwie robi przedwzmacniacz

Trzy zadania, i tylko pierwsze z nich jest powszechnie znane.

Daje wzmocnienie. Sygnał z mikrofonu jest na poziomie mikrofonowym, czyli znikomym. Poziom liniowy to coś, czego oczekuje cała reszta toru. Pokonanie tej różnicy oznacza mniej więcej 40 do 70 dB wzmocnienia, a cała sztuka polega na tym, żeby razem z wokalistą nie wzmocnić własnego szumu układu.

Podaje mikrofonowi impedancję. To, jaką impedancję widzi mikrofon, zmienia jego zachowanie, szczególnie przy wstęgowych i starszych dynamikach. Dlatego część przedwzmacniaczy, w tym SSL PureDrive Quad, ma regulację impedancji wejścia. To regulacja barwy działająca zanim sygnał w ogóle stanie się sygnałem.

Dostarcza +48 V. Zasilanie fantomowe dla mikrofonów pojemnościowych wychodzi ze stopnia przedwzmacniacza, a nie z osobnego pudełka. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, dokąd właściwie ten przełącznik wysyła napięcie, rozebraliśmy to w tekście o tym, co robi te 48 V w kablu.

Rack studyjny z przedwzmacniaczem mikrofonowym i innym sprzętem outboardowym

Kilka już masz

To jest ta część, którą większość tekstów na ten temat pomija, zapewne dlatego, że niczego nie sprzedaje.

Za każdym wejściem mikrofonowym twojego interfejsu audio siedzi przedwzmacniacz. I to nie symboliczny. Audient iD14 MkII za 930 zł ma 121 dB dynamiki na wejściu i ten sam układ Console, który Audient wkłada do sprzętu kilkakrotnie droższego. To nie jest kompromis, który znosisz do czasu, aż będzie cię stać na coś lepszego. Do wokalu, gitary akustycznej i podcastu jest to rzecz skończona.

Uczciwe pytanie nigdy nie brzmi więc „czy potrzebuję przedwzmacniacza”. Masz go. Pytanie brzmi, czy potrzebujesz innego, a na to jest znacznie mniej poprawnych odpowiedzi, niż sugeruje internet.

Co naprawdę kupujesz w zewnętrznym

Trzy powody, a jeśli żaden nie opisuje twojej sytuacji, zatrzymaj pieniądze.

Ciche wzmocnienie dla cichych mikrofonów. Pasywne mikrofony wstęgowe i część dynamików o niskim poziomie sygnału oddają bardzo mało, więc potrzebują przedwzmacniacza, który da dużo wzmocnienia bez szumu w komplecie. Wpuść taki mikrofon w skromny przedwzmacniacz na maksimum wzmocnienia, a usłyszysz pracę układu. Przy okazji warto rozróżnić: pasywne wstęgowe chcą tego cichego wzmocnienia i nie potrzebują fantomu, a aktywne wstęgowe fantomu wymagają i oddają sygnał porównywalny z pojemnościowym. Dwa różne zwierzęta w tym samym płaszczu.

Liczba kanałów. Dwa wejścia wystarczają do dnia, w którym nagrywasz perkusję. Wtedy potrzeba ośmiu, a osobne urządzenie to najtańsza droga do tego bez wymiany interfejsu, z którego jesteś zadowolony.

Świadome zabarwienie. To prawdziwy powód, dla którego kupuje się większość zewnętrznych przedwzmacniaczy, i jest to powód uczciwy, o ile masz świadomość, że kupujesz barwę, a nie poprawność. Układ klasy A z transformatorem, porządnie podkręcony, dokłada składowe harmoniczne. Technicznie rzecz biorąc to zniekształcenia. To także powód, dla którego płyty nagrywane przez pewne konsolety brzmią tak, jak brzmią.

Sześć wartych poznania

Wszystkie u nas na półce, ceny na dziś, ustawione według zastosowania, a nie ceny.

1. Ten z charakterem: Warm Audio WA73, 2499 zł. Wierne odwzorowanie konstrukcji Neve 1073, z tym ciepłym, bogatym harmonicznie zachowaniem, które rozsławiło oryginał. To przedwzmacniacz kupowany wtedy, gdy nagranie jest technicznie w porządku i emocjonalnie płaskie.

2. Ten przezroczysty: Grace Design m101, 4218 zł. Jeden kanał, ta sama architektura trans-impedance co w większych modelach m801 i m201, plus zoptymalizowane wejście instrumentalne DI. Celem całej konstrukcji jest nie dodawać niczego. Postaw go obok WA73, a dostaniesz cały filozoficzny spór tej branży w dwóch obudowach półracka, przy czym droższy jest ten, który robi mniej.

3. Ten od liczby kanałów: Audient ASP880, 4020 zł. Osiem kanałów przedwzmacniacza Audient Console w klasie A z konwersją Burr-Brown, zbudowany po to, żeby rozbudować interfejs, który już masz, a nie go wymieniać. To odpowiedź na perkusję.

4. Ten nowoczesny: SSL PureDrive Quad, 4099 zł. Cztery kanały klasy A z wzmocnieniem 75 dB, zmienną impedancją, zasilaniem +48 V, dwoma wejściami instrumentalnymi i trzema przełączanymi obwodami drive: czystym, ciepłem serii V oraz nowoczesnym punchem JFET. Jedno pudełko, które przełącznikiem potrafi być którymkolwiek z dwóch pierwszych z tej listy, co jest naprawdę użyteczne, kiedy dopiero ustalasz, co lubisz.

Zbliżenie na pokrętła wzmocnienia i impedancji w profesjonalnym przedwzmacniaczu

5. Ten butikowy: Phoenix Audio Ascent One, 7230 zł. Przedwzmacniacz mikrofonowy i DI w klasie A w obudowie 1U o szerokości pół racka, z bezstransformatorowym wejściem mikrofonowym współpracującym ze stopniem wyjściowym DSOP-2 i nawijanym na zamówienie transformatorem. Małe pudełko z bardzo konkretnym zdaniem na temat tego, jak należy traktować sygnał.

6. Drugi koniec skali: Vertigo Sound VSP-2, 15 999 zł. Dwa kanały w układzie dual mono, zbudowane wokół w pełni dyskretnego wzmacniacza Twin Op Amp o nazwie OPA 1976, z wejściem izolowanym transformatorem o niskiej przekładni 1:2. To zakup do studia komercyjnego i pokoju masteringowego, a twierdzenie inaczej byłoby sprzedażą, nie odpowiedzią.

Jeśli trafiłeś tu przez gramofon

To szukasz innego urządzenia o myląco podobnej nazwie, więc masz odpowiedź w jednym akapicie i możesz wrócić do swojego wieczoru.

Przedwzmacniacz gramofonowy, czyli phono stage, robi dwie rzeczy, których przedwzmacniacz mikrofonowy nie robi: nakłada krzywą korekcji RIAA, w której tłoczy się płyty, i radzi sobie ze skrajnie niskim sygnałem z wkładki. Wiele gramofonów i wzmacniaczy ma go już wbudowanego, dlatego zwykle pytanie nie brzmi „który kupić”, tylko „czy już go nie mam”. Sprawdź z tyłu obu urządzeń gniazdo opisane phono, zanim cokolwiek zamówisz.

Takich nie sprzedajemy. Wszystko pozostałe na tej stronie to sprzęt studyjny do nagrywania mikrofonów i instrumentów, więc jeśli twoim tematem jest winyl, uczciwa rada brzmi: idź do specjalisty od hi-fi, zamiast czytać sklep pro audio, który grzecznościowo udaje, że się zna.

Kiedy go nie kupować

Tu pada jedyna mocna opinia w tym tekście i wybija nam z ręki sprzedaż za minimum 2499 zł.

Zewnętrzny przedwzmacniacz to jeden z ostatnich sensownych zakupów, a nie jeden z pierwszych. Twój interfejs daje już 121 dB dynamiki na wejściu. Nic w pokoju z nieprzygotowaną ścianą za mikrofonem nie jest ograniczane przez tę liczbę. Jeśli nagrania brzmią cienko, pudełkowo albo z oddali, przyczyną jest prawie zawsze pomieszczenie, wybór mikrofonu albo odległość wokalisty od membrany, mniej więcej w tej kolejności. Lepszy przedwzmacniacz odtworzy wszystkie trzy problemy wierniej.

Najpierw pokój, potem mikrofon, dopiero potem przedwzmacniacz. Od dwudziestu lat patrzę, jak ludzie robią to w odwrotnej kolejności, i sam tak robiłem, dzięki czemu przez pierwszy rok mój outboard wzmacniał pokój z szafą w środku.

A jeśli twoja konkretna bolączka brzmi „nie mogę wyciągnąć poziomu z cichego dynamika”, to jest dokładnie ten jeden przypadek, w którym przedwzmacniacz naprawdę jest odpowiedzią, i możesz przejść od razu do listy powyżej.

Mikrofon studyjny podłączony do przedwzmacniacza podczas sesji nagraniowej

Przedwzmacniacz jest w studiu najtrudniejszą rzeczą do kupienia z opisu, bo wybierasz smak, a smaku nikomu jeszcze nie udało się zapisać słowami. W naszym showroomie na Nowogrodzkiej stoją podłączone, więc możesz przepuścić ten sam mikrofon i ten sam głos przez WA73 i Grace m101 jeden po drugim, i sprawdzić, po której stronie tego sporu naprawdę jesteś. Albo wziąć jeden do domu na darmowy 30-dniowy Test-Drive: krótka umowa, prawdziwe sesje we własnym pokoju, potem decyzja. Wszystko objęte jest 36-miesięczną gwarancją, 60-miesięczną na produkty PMC i ADAM Audio, obowiązuje 30-dniowe prawo zwrotu, a wysyłamy do każdego kraju UE. Jeśli otwartym pytaniem jest jeszcze sam interfejs, nasz poradnik o tym, jak naprawdę wybrać interfejs audio, omawia także przedwzmacniacze, które już w nich siedzą.

Konkretne odpowiedzi

Po co stosuje się przedwzmacniacz?

Bo sygnał z mikrofonu jest o wiele za cichy, żeby cokolwiek dalej w torze mogło z nim pracować, więc trzeba go najpierw wzmocnić o mniej więcej 40 do 70 dB. Za każdym wejściem mikrofonowym, z jakiego korzystałeś, siedział przedwzmacniacz robiący dokładnie to. Osobne urządzenie kupuje się z trzech powodów: ciche wzmocnienie dla mikrofonów o niskim sygnale, więcej kanałów niż daje interfejs, albo konkretne zabarwienie harmoniczne.

Czy potrzebuję przedwzmacniacza, skoro mam już interfejs?

Do większości domowych nagrań nie. Współczesny interfejs, jak Audient iD14 MkII, oferuje 121 dB dynamiki na wejściu, czyli więcej, niż pozwoli wykorzystać nieprzygotowane akustycznie pomieszczenie. Zewnętrzny dokłada się wtedy, gdy bardzo cichy mikrofon potrzebuje więcej czystego wzmocnienia, gdy skończyły ci się wejścia, albo gdy świadomie chcesz barwy konkretnego układu. Ratowanie nudnego nagrania nie jest na tej liście.

Jaka jest różnica między przedwzmacniaczem a wzmacniaczem mocy?

Skala i zadanie. Przedwzmacniacz bierze bardzo mały sygnał i podnosi go do poziomu liniowego, zachowując szczegół. Wzmacniacz mocy bierze sygnał liniowy i dostarcza prąd wystarczający do poruszenia membran głośników. Wzmacniacz zintegrowany zawiera oba stopnie w jednej obudowie. W studiu nagraniowym to przedwzmacniacz kształtuje brzmienie, a od wzmacniacza mocy oczekuje się wyłącznie tego, żeby był niesłyszalny.

Lampowy czy tranzystorowy przedwzmacniacz?

To wybór barwy, nie jakości. Układy lampowe przy mocniejszym wysterowaniu dokładają charakterystyczne składowe harmoniczne, przez co brzmią pełniej i mniej sterylnie. Konstrukcje tranzystorowe klasy A potrafią być bardzo czyste albo bardzo barwne, zależnie od projektu i transformatorów. Zamiast wybierać technologię, wybierz konkretny model i posłuchaj go z własnym mikrofonem i własnym głosem.

Zestaw z przedwzmacniaczem podłączonym do laptopa w domowym studiu

Czyli: przedwzmacniacz już masz, prawdopodobnie jest w porządku, a w dniu, w którym przestanie wystarczać, będziesz to wiedział dokładnie, bo będziesz trzymał mikrofon wstęgowy i mrużył oczy na pokrętło wzmocnienia, któremu skończyły się liczby. Do tego czasu wsadź pieniądze w pokój i w mikrofon, który w nim stoi. A jeśli złapiesz się na tłumaczeniu komuś zasady działania transformatora wejściowego, kiedy ten zadał proste pytanie o swój podcast, witaj w klubie. Moja partnerka wysłuchała tego wykładu cztery razy i wielkodusznie oceniła, że dwa razy za dużo.

O autorze

Michał Kaniuszkiewicz to content manager i specjalista SEO w Wired Tunes. Zajmuje się tworzeniem i optymalizacją treści, które pomagają czytelnikom znaleźć przydatne informacje o muzyce, sprzęcie i dźwięku. Poza pracą redakcyjną od 8 lat tworzy muzykę w gatunkach hip-hop, pop i elektronika, dzięki czemu zna się na temacie nie tylko od strony SEO, ale też od kuchni — jako praktykujący muzyk i producent. Takie doświadczenie pozwala mu tworzyć materiały, które są jednakowo przydatne i zrozumiałe zarówno dla początkujących, jak i dla doświadczonych słuchaczy oraz twórców muzyki.

Czytaj dalej

Wróć na górę ↑