MIDI: co to jest i jak działa

MIDI to skrót od Musical Instrument Digital Interface. Jest to protokół, dzięki któremu instrumenty, komputery i sprzęt studyjny wymieniają się informacjami o graniu, a najważniejsze w nim jest to, że nie przesyła żadnego dźwięku. Zupełnie żadnego. Kabel MIDI to najbardziej wpływowa pusta koperta w historii muzyki i rozdaje karty nieprzerwanie od 1983 roku.

Kablem lecą krótkie komunikaty. Ten dźwięk się zaczął. Uderzono go z taką siłą. Teraz się skończył. Kółko modulacji stoi na 64. Urządzenie po drugiej stronie czyta te polecenia i dopiero ono robi hałas. Ten podział, polecenia w jednym miejscu a dźwięk w drugim, tłumaczy prawie wszystko, co w MIDI wydaje się mylące. Łącznie z klasyczną paniką pierwszego dnia, kiedy podłączasz nowy kontroler i nie słyszysz absolutnie nic.

W skrócie. MIDI to zapis nutowy, nie nagranie. Przesyła nuty, czas i siłę uderzenia, a dźwięk robi z tego osobne źródło. Jeżeli nowy kontroler milczy, to zwykle znaczy, że MIDI działa prawidłowo, a brakuje źródła dźwięku. Zaczynając od zera, Arturia MiniLab 3 za 399 zł to kontroler, od którego warto zacząć.

Dane, a nie dźwięk, i dlaczego to zmienia wszystko

Najszybciej zrozumieć MIDI, stawiając je obok zwykłego nagrania audio i patrząc, co z każdym z nich można zrobić później.

Po nagraniu MIDI Audio
Co jest zapisane Polecenia: która nuta, jak mocno, kiedy, jak długo Sam dźwięk, jako przebieg fali
Rozmiar trzech minut Kilka kilobajtów Kilkadziesiąt megabajtów
Poprawienie jednej nuty Przeciągasz ją i gotowe Nagrywasz ten fragment jeszcze raz
Zamiana fortepianu na smyczki Zmieniasz instrument, wykonanie zostaje Niemożliwe, trzeba od nowa
Zmiana tempa Za darmo i nic się nie psuje Wymaga przetwarzania i słychać to
Wszędzie brzmi tak samo Nie. Zależy wyłącznie od tego, co to odtwarza Tak

Ostatni wiersz to haczyk i warto się przy nim zatrzymać, bo z niego wzięła się cała krzywdząca opinia o MIDI. Kto pamięta strony internetowe, które same puszczały muzykę, ten pamięta też, że brzmiało to jak tani keyboard w gorszy dzień. Winny nie był plik MIDI. Winna była blaszana kostka dźwiękowa w komputerze. Wyślij dokładnie te same polecenia do porządnego instrumentu, a usłyszysz to, jak brzmi ten instrument.

MIDI nie jest więc żadną jakością dźwięku. Nie jest ani hi-fi, ani lo-fi. To zestaw wskazówek dojazdu, a wskazówki są warte tyle, ile miejsce, do którego prowadzą.

Dłonie grające na klawiaturze MIDI podłączonej do programu DAW w studiu

Co naprawdę leci kablem

Kilka rodzajów komunikatów załatwia praktycznie wszystko, z czym się spotkasz.

Note On i Note Off. Dokładnie to, na co wyglądają. Każdy niesie numer nuty od 0 do 127, gdzie 60 to środkowe C, oraz wartość velocity, też od 0 do 127, czyli jak mocno uderzono klawisz. To dzięki velocity partia MIDI oddycha zamiast stukać jak maszyna do pisania, i to jest pierwsza rzecz do sprawdzenia, gdy zagrane brzmi mechanicznie.

Control Change, w skrócie CC. Wszystko, co płynne. Zwyczajowo CC 1 to kółko modulacji, CC 64 to pedał sustain, CC 7 to głośność. Jest ich 128 i większość sprzętu pozwala przypisać dowolne pokrętło do dowolnego numeru. Tak właśnie kontroler zaczyna sterować wtyczką, o której producent nawet nie pomyślał.

Program Change. Przełączenie na inny brzmieniowy preset. Jeden komunikat, nowy instrument.

Pitch bend. Osobny typ komunikatu, nie CC, bo potrzebuje dokładniejszej rozdzielczości niż daje siedem bitów.

Zegar i transport. Komunikaty, które trzymają osobne urządzenia w jednym tempie, plus start, stop i continue. To ta część, która ze stosu sprzętu robi coś, co gra razem. Wrócimy do niej niżej.

Wszystko to jedzie po szesnastu niezależnych kanałach. Jeden kabel, szesnaście rozmów, każda adresowana do innego instrumentu. To również powód, dla którego bardzo duża część problemów z MIDI okazuje się zwykłą pomyłką kanału, co ładnie prowadzi nas do następnej sekcji.

Jedna liczba dla lubiących szczegóły: klasyczne pięciopinowe MIDI pracuje z prędkością 31 250 bodów. Jak na dzisiejsze standardy to ślimak, a wystarcza od czterdziestu lat z okładem, co całkiem sporo mówi o tym, jak starannie zostało opisane.

Podłączone, a cisza: pięć rzeczy do sprawdzenia

To najczęstsze doświadczenie z MIDI na świecie i prawie nikt tego nie spisuje, więc proszę bardzo, w kolejności, w jakiej naprawdę sprawdza się to w sklepie. Dziewięć razy na dziesięć chodzi o punkt pierwszy.

1. W twoim kontrolerze nie ma dźwięku. Kontroler MIDI to klawisze, pady i pokrętła, które wysyłają komunikaty. To cały produkt. Nie ma w środku brzmień, nie ma głośnika i nie jest zepsuty. Potrzebujesz czegoś, co te komunikaty odbierze: wtyczki w programie albo sprzętowego instrumentu. Jeżeli dopiero zastanawiasz się, co to miałoby być, zacznij od naszego przewodnika o tym, czym są syntezatory.

2. Nic nie jest gotowe do odbioru. W programie ścieżka musi mieć wczytany instrument, musi być zaznaczona lub uzbrojona do nagrywania, a kontroler musi być włączony jako urządzenie wejściowe. Trzy osobne przełączniki, a program bez mrugnięcia pozwoli ci ustawić dwa z nich.

3. Zły kanał. Kontroler nadaje na kanale 1, instrument słucha na kanale 2 i oba działają bez zarzutu. Ustaw odbiornik na omni albo obie strony na ten sam numer.

4. In i Out na odwrót. MIDI Out nadajnika idzie do MIDI In odbiornika. Out do Out nie daje nic, cicho i bez skargi. Thru to trzecie gniazdo, które podaje dalej kopię tego, co przyszło, żeby dopiąć trzecie urządzenie.

5. Dwa urządzenia USB patrzą na siebie. Większość kontrolerów to urządzenia USB i większość sprzętowych instrumentów też. Dwa urządzenia nie dogadają się przez USB bez hosta pośrodku, którym zwykle jest komputer. Spinasz je kablem bezpośrednio i nic się nie dzieje, bo żadne nie rządzi. Właśnie od tego są hosty USB i staroświeckie gniazda DIN.

Jest jeszcze szósty, rzadszy przypadek. Jeżeli klawisz z własnymi brzmieniami milknie dopiero po odłączeniu komputera, poszukaj ustawienia Local Control i włącz je z powrotem. Wyłączono je kiedyś, żeby klawiatura przestała dublować dźwięki, i po prostu o tym zapomniano. Dzwoniłem w tej sprawie ze sceny dwadzieścia minut przed wpuszczeniem ludzi i wolałbym, żebyś nie musiał.

Muzyk pracujący na laptopie z programem DAW w domowym studiu nagraniowym

Trzy drogi, którymi MIDI dociera na miejsce

Pięciopinowe gniazdo DIN. To okrągłe, formalnie DIN 41524, i powód, dla którego sprzęt z 1985 roku wciąż dogaduje się ze sprzętem kupionym dziś rano. Ma izolację optyczną, czyli cichy prezent, który docenia się przy pierwszej pętli masy, do której nie doszło. Sporo interfejsów audio nadal ma parę takich gniazd, a jeśli akurat wybierasz interfejs, nasz tekst o tym, jak naprawdę wybrać właściwy interfejs audio, mówi, które o to zadbały. Zwykły przewód DIN, na przykład SSQ MIDI1, kosztuje 59 zł i przeżyje kilka laptopów.

USB. Jeden kabel na zasilanie i dane, bez interfejsu, i dlatego korzysta z niego każdy kontroler poniżej mniej więcej tysiąca złotych. Haczyk to problem hosta z punktu piątego: świetnie z komputerem, bezużytecznie między dwoma instrumentami.

Minijack TRS 3,5 mm. W kompaktowym sprzęcie nie ma miejsca na gniazdo DIN, więc producenci je zmniejszyli, i tu zaczyna się rzecz, która potrafi zaboleć. Różni producenci rozpisali ten minijack różnie, a te dwie rozpiski nie są ze sobą zgodne. MIDI Association wydało w końcu osobną specyfikację właśnie dlatego, że, jak sami piszą, dwa urządzenia mogły nie wybrać tego samego schematu, więc ich wzajemna zgodność nie jest znana. Stąd na sprzęcie widuje się oznaczenia Type A i Type B.

Praktyczna rada jest krótka. Sprawdź instrukcję, używaj przejściówki z pudełka, a kupując zapasową, bierz ten typ, który podaje producent, a nie ten, który po prostu wchodzi w gniazdo. Przewód taki jak ALM DIN do TRS za 99 zł zamyka temat za 99 zł, czyli znacznie taniej niż straconym popołudniem.

Zbliżenie na interfejs audio USB z pokrętłami wzmocnienia i gniazdami MIDI

MIDI 2.0 i czy masz się tym przejmować

Krótka odpowiedź: istnieje, jest naprawdę przemyślane i prawie na pewno nie jest twoim problemem w tym roku.

Inicjatywę ogłoszono w styczniu 2019 roku, a sam standard pokazano na targach Winter NAMM w 2020. Najważniejsze zmiany, według opisu samego MIDI Association, to rozszerzona rozdzielczość danych we wszystkich komunikatach Channel Voice, znacznie lepsza kontrola nad pojedynczą nutą i MIDI-CI, dzięki któremu dwa urządzenia rozmawiają w obie strony i uzgadniają, co obydwa potrafią. To ostatnie jest różnicą strukturalną. MIDI 1.0 zawsze mówiło tylko w jedną stronę i liczyło na najlepsze, trochę jak nagrywanie się na pocztę głosową.

Powód, żeby nie panikować, siedzi w samym projekcie. MIDI Association pisze wprost, że zgodność tłumaczenia w obie strony z protokołem MIDI 1.0 potraktowano priorytetowo. Twój sprzęt nie zostaje sierotą. Warto też wiedzieć, że ekspresja, o którą większości ludzi naprawdę chodzi, jest dziś zwykle dostarczana przez MPE, a to działa bez problemu po MIDI 1.0, przydzielając każdej nucie osobny kanał. Sprytne, odrobinę bezczelne i skuteczne.

Czyli: kupuj instrument, na którym chcesz grać. Nie kupuj pudełka dlatego, że ma naklejkę 2.0, i nie omijaj go dlatego, że jej nie ma.

Dwa monitory komputerowe z otwartym programem DAW i ścieżkami audio w studiu nagraniowym

Sześć urządzeń i do czego służy każde

Wszystkie stoją u nas na półce, ceny na dziś, ułożone według zadania, a nie według metki.

1. Rozsądny pierwszy: Arturia MiniLab 3, 399 zł. Dwadzieścia pięć klawiszy, osiem enkoderów, pady, i mieści się obok laptopa. Jeżeli doczytałeś tu, bo nie masz jeszcze żadnego sprzętu MIDI, to jest ta odpowiedź. Ilość muzyki zrobionej dokładnie na tym kontrolerze jest lekko absurdalna.

2. Ten, który gada ze sprzętem: Arturia KeyStep 37 mk2, 749 zł. Dla tego tekstu najważniejszy. Obok USB ma prawdziwe MIDI DIN oraz CV/gate, więc obsłuży komputer, współczesny syntezator i szafę modularną, nie pytając, z której dekady pochodzą. Jeśli w twoich planach jest cokolwiek z pokrętłami, zaczynaj tutaj, a nie od punktu pierwszego.

3. Środek ciężkości studia: Arturia KeyLab Essential 61 mk3, 949 zł. Sześćdziesiąt jeden klawiszy to moment, w którym przestajesz przesuwać oktawy w trakcie nagrania i zaczynasz grać obiema rękami jak dorosły człowiek. Oczywisty wybór na środek biurka.

4. Ten zintegrowany do bólu: Native Instruments Kontrol S61 MK3, 2 950 zł. Tu kontroler przestaje być klawiaturą, a zaczyna być powierzchnią sterującą z ekranami, które pokazują instrument trzymany właśnie w rękach. Wart swojej ceny, jeśli mieszkasz w jednym ekosystemie programowym, przesada, jeśli nie.

5. Ten, który trzyma sprzęt w rytmie: Elektron Digitakt II, 3 790 zł. Tu zegar MIDI przestaje być punktem w specyfikacji. Takie pudełko potrafi sekwencjonować i synchronizować resztę sprzętu po MIDI, więc cały pokój instrumentów rusza i staje jak jedna rzecz. Przy okazji jest znakomitym samplerem, co też nie przeszkadza.

6. Górna półka: Expressive E Osmose 49 CE, 4 099 zł. Klawiatura, której klawisze reagują na nacisk, ruch na boki i aftertouch osobno dla każdej nuty, czyli dokładnie ten obszar ekspresji, dla którego powstały MPE i MIDI 2.0. Zagraj na niej, a zdanie „MIDI brzmi robotycznie” cicho przechodzi na emeryturę. To poważny instrument, a nie pierwszy zakup, i wolimy to powiedzieć, niż sprzedać go przypadkiem.

Kontroler to jedna z niewielu rzeczy w studiu, której naprawdę nie ocenisz ze zdjęcia, bo kupujesz to, jak klawisze zachowują się pod palcami, a tego jeszcze nikomu nie udało się opisać słowami. W naszym warszawskim showroomie na Nowogrodzkiej stoją podłączone, więc możesz zagrać na MiniLabie, KeyLabie i Osmose jedno po drugim i poczuć różnicę w jakieś półtorej minuty. Albo weź sprzęt do domu na bezpłatny 30-dniowy Test-Drive: krótka umowa, prawdziwe sesje w twoim pokoju, a potem decyzja. Wszystko ma 36 miesięcy gwarancji, 60 miesięcy na produktach PMC i ADAM Audio, jest 30 dni na zwrot, a wysyłamy do każdego kraju Unii.

Konkretne odpowiedzi

Do czego służy MIDI?

Do zapisywania i edytowania wykonania muzycznego w postaci danych oraz do tego, żeby osobne urządzenia mogły się nawzajem sterować i synchronizować. W praktyce oznacza to granie na instrumentach programowych z klawiatury, poprawianie nut i rytmu po fakcie, przełączanie presetów, automatyzację pokręteł i utrzymywanie sprzętu w jednym tempie zegarem MIDI. Służy do wszystkiego poza przesyłaniem samego dźwięku.

Co oznacza tryb MIDI przez USB?

To te same komunikaty MIDI, tylko przesyłane kablem USB zamiast pięciopinowym DIN. Dane są identyczne, więc nic nie ginie. Praktyczna różnica polega na tym, że USB potrzebuje hosta, zwykle komputera, który zarządza połączeniem. Dwa instrumenty USB wpięte prosto w siebie nie porozumieją się bez hosta albo osobnego urządzenia pełniącego tę rolę.

MIDI w telefonie, co to znaczy?

Pod jedną nazwą kryją się dwie rzeczy. Android obsługuje MIDI jako standard połączenia, więc możesz podłączyć kontroler przez USB i grać nim w aplikacjach muzycznych. Osobno telefony od dawna potrafią odtwarzać pliki .mid i stąd wzięły się dzwonki MIDI. To ten sam protokół, raz używany na żywo, a raz jako zapisany plik.

Czym plik MIDI różni się od MP3?

Wszystkim. MP3 zawiera nagrany dźwięk. Plik MIDI zawiera wyłącznie polecenia, jak ten dźwięk wytworzyć, dlatego jest tysiące razy mniejszy i dlatego można go dowolnie edytować. Oznacza to też, że plik MIDI nie ma własnego brzmienia: odtworzony na różnych instrumentach da naprawdę różne efekty.

Kontroler MIDI, co to jest i czy sam gra?

Kontroler MIDI to urządzenie z klawiszami, padami lub pokrętłami, które wysyła komunikaty MIDI i nie wytwarza dźwięku. Sam nie zagra i nie jest to usterka. Dźwięk powstaje dopiero w odbiorniku: wtyczce w programie albo sprzętowym instrumencie. Klawisz z własnymi brzmieniami to co innego, bo ma wbudowany generator dźwięku i gra bez komputera.


Ponad czterdzieści lat później standard wymyślony po to, żeby dwaj konkurenci przestali sobie nawzajem szkodzić, wciąż spina twoje studio w całość. Ikutaro Kakehashi z Rolanda i Dave Smith z Sequential pokazali go w działaniu na NAMM w 1983 roku, łącząc Prophet 600 z Jupiterem-6, a branża jest im cicho wdzięczna do dziś, oficjalnie od 2013 roku, kiedy obaj odebrali za to techniczne nagrody Grammy. Więc następnym razem, gdy kontroler będzie milczał, pamiętaj, że on się nie obraził. On wysyła doskonale poprawne polecenia w przestrzeń, do nikogo konkretnego, co, jak potwierdzi moja partnerka, jest również moim głównym zajęciem na przyjęciach.

O autorze

Michał Kaniuszkiewicz to content manager i specjalista SEO w Wired Tunes. Zajmuje się tworzeniem i optymalizacją treści, które pomagają czytelnikom znaleźć przydatne informacje o muzyce, sprzęcie i dźwięku. Poza pracą redakcyjną od 8 lat tworzy muzykę w gatunkach hip-hop, pop i elektronika, dzięki czemu zna się na temacie nie tylko od strony SEO, ale też od kuchni — jako praktykujący muzyk i producent. Takie doświadczenie pozwala mu tworzyć materiały, które są jednakowo przydatne i zrozumiałe zarówno dla początkujących, jak i dla doświadczonych słuchaczy oraz twórców muzyki.

Czytaj dalej

Do góry ↑